Summer Dying Loud Festival 202...
Rok temu usiadłem do podsumowania Summer Dying Loud i napisałem o nim znacznie szerzej, niektórych ...
Trzeba jednak oddać cesarzowi, co cesarskie. Nie będziemy wnikać w to, komu podobali się headlinerzy, a komu nie. Jedni byli zachwyceni, inni narzekali. Nie da się dogodzić wszystkim i trzeba się z tym pogodzić. Nie będziemy też opisywać, jak kto wypadł, bo muzyka to tylko jedna ze składowych festiwalu. Kilka kwestii zwróciło jednak naszą szczególną uwagę - kwestii nieoczywistych, ale na tej wielkości festiwalu niezwykle istotnych.
Najczystsze, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Serio. Na BA za taki standard trzeba dopłacić. To kompletnie nas zaskoczyło, bo nie musieliśmy brać głębokiego wdechu przed wejściem, a dosłownie każda losowo wybrana kabina była czysta. Nie brodziliśmy też w kałużach i rozlewiskach szczyn pod nimi, co na innych festach jest raczej normą.
Nie było ich przesadnie widać na terenie festiwalu, ale gdy tylko działo się coś niepokojącego, reagowali natychmiast. W sytuacji, którą widziałem osobiście, niestandardowe zachowanie jednej osoby zostało od razu wychwycone przez ochroniarza. Natychmiast zainteresował się sytuacją i wezwał pomoc medyczną. Wszystko wydarzyło się w ciągu 2–3 minut, łącznie z przybyciem medyków. W tym przypadku chodziło o błahą sprawę, ale gdyby było poważniej, taka reakcja mogłaby uratować komuś zdrowie, a nawet życie. Szacunek. Na wielu innych festiwalach nasze obserwacje są zupełnie inne – ochrony praktycznie nie widać, a ktoś leżący pod murkiem w stanie "mocnowskazującym" nikogo specjalnie nie dziwi. Tutaj było inaczej. Brawo. Do tego sympatyczna i pomocna obsługa festiwalu. To było kurwa takie „niepolskie”. Fajni i kompetentni ludzie to bardzo ważny składnik sukcesu każdego festiwalu.
Nie będziemy pisać o maluchach w słuchawkach, bo to już częsty widok na festach. Na nas większe wrażenie zrobiła liczba rodziców z nastolatkami! Rozmawialiśmy z kilkoma osobami – jedni przyjechali z Leszna, inni z Łodzi. Sami niekoniecznie byli zainteresowani muzyką, ale słyszeliśmy: „wiesz, syn chciał tu być” albo „córka marzyła o zespole x”. W kontekście tego, że metal staje się muzyką coraz starszego pokolenia, jest to naprawdę budujące. Takich rodzin widzieliśmy bardzo dużo – zdecydowanie więcej niż na innych festiwalach.
Bardzo przyjemnie zorganizowana przestrzeń, bez dominacji chińskiego badziewia, jeśli wiecie, o czym mówimy. I tu największe nasze pozytywne zdziwienie: arena wrestlingu! … No to zajebisty pomysł i bardzo oryginalna propozycja. Dla nas zdecydowanie najlepszy punkt strefy chillout.
Dla nas dźwięk, obraz, wielkość scen, telebimy, oświetlenie - no klasa, po prostu pierwsza klasa.
Trochę wywalone w kosmos, jak na Opener. Wiemy, że to cena zbliżona do ceny piwa w restauracji, ale to jednak jest metalowy festiwal, a nie 33 piętro w OliviaBiz z obsługą kelnerską. Dwie dychy za koncerniaka, gdzie na BA masz do wyboru kilka różnych gatunków i kilka rodzajów za prawie połowę tej ceny. Brzmi jak żart, ale nim nie jest. Z jedzeniem nie było lepiej pod względem cen, choć jakościowo było więcej niż nieźle. Ceny to naszym zdaniem duży minus. Bardzo duży. Czesi są pod tym względem lata świetlne przed nami. Organizują festiwale dla wszystkich fanów metalu – zarówno tych z wypchanym portfelem, jak i tych z kataną oblepioną naszywkami z AliExpress, którzy śpią w pięć osób w dwuosobowym namiocie i jedzą raz na dwa dni. Przy takich cenach zabrakło miejsca dla tej festiwalowej różnorodności.
To dla nas strata kilku godzin, które można było dać wszystkim, którzy nie mają ochoty szwędać się po mieście. Można byłoby wcześniej posłuchać choćby polskich zespołów na jednej ze scen. Naszym zdaniem to marnowanie czasu festiwalowiczów, przestrzeni scenicznej i szansy na pokazanie mniej znanych wykonawców szerszej publiczności. Na BA czy OE właśnie w tych wcześniejszych, luźniejszych godzinach odkryliśmy wiele fajnej muzyki, ba, odkryliśmy zespoły grające o 11.00 czy 12.00 na BA, które teraz coraz częściej pojawiają się jako headlinerzy, np. Cytotoxin.
Czy były niedociągnięcia? Były. Czy wkurwiało mnie wzajemne zagłuszanie się Park Stage i Desert Stage? Tak. Czy był tłok? Był. Zebrałoby się tych minusów trochę - ale zmienia się lokalizacja. Nie ma więc sensu narzekać na to, co było, a co wiem, że i tak się zmieni. Czy w nowym miejscu będzie lepiej? Tak, choć „Błonia stadionu” to bardzo szumna nazwa dla betonowych parkingów z płyt yomb.
Nie będzie stoczni. Nie będzie Ulicy Elektryków. Nie będzie centrum miasta. Czy nie będzie też klimatu? Patrząc na to, jakie festiwalowe miasteczko co roku buduje Hellfest, jest to jak najbardziej możliwe do zrobienia. Festiwal organizowany w szczerym polu, jak Wacken czy PolandRock, nikogo też już nie dziwi, więc czemu miałoby się to Mysticowi nie udać, skoro już część składowych dobrego festiwalu mają naprawdę bardzo jakościową?
Mam obawy i nie jestem przekonany, że wokół stadionu da się zbudować coś naprawdę niezapomnianego i wyjątkowego. Ta propozycja wydaje mi się pozbawiona poczucia przynależności i czegoś więcej niż tylko samego wydarzenia muzycznego. Sam stadion jest dla mnie symbolem wielkiego balona bez duszy, napompowanego komercją. To trochę przypomina powrót do czasów Mystica w Krakowie – hala, beton i... niewiele więcej.
Nie przemawia do mnie argument: „bo tego chce publiczność”. Więcej, większy teren, stadion, jeszcze więcej ludzi. Coś mi tu pachnie przede wszystkim chęcią zwiększania przychodów. Mystic Festival mógłby spokojnie zrezygnować z jednej sceny i postawić mocniej na jakość. Budować silną markę oraz festiwal, który wyróżnia się charakterem, a nie skalą. Wnieść więcej oryginalności i wyjątkowości. To właśnie takie rzeczy zostają w pamięci na lata.
Rok temu usiadłem do podsumowania Summer Dying Loud i napisałem o nim znacznie szerzej, niektórych ...
Dziś skupimy się na festach, bo o koncertach info wrzucamy codziennie. W tym kraju są wydarzenia mu...
O tym, że to będzie ciekawie, informowały mnie już tablice z nazwami miejscowości: Leśne Odpadki, D...
Czas na moje festiwalowe ABC. Dorzuciłem też kilka tipów, które mogą się przydać. Na SDL wybrałem si...