loader
image

Polskie zespoły metalowe na festiwalach

Dobra, jest już po sezonie festiwalowym, więc można go podsumować. Skupię się na dwóch naszych „eksportowych” festach. Eksportowe dlatego, że to właśnie na nich można spotkać najwięcej metaluchów spoza Polski. Nie porównuję wielkości, bo to oczywiście jest zupełnie inna półka, ale jednak w Polsce te dwa festy "rządzą", a jak będzie widać w dalszej części, również i "dzielą". Te mniejsze będę ogarniał w osobnym wpisie, bo zdecydowanie warto o nich pamiętać. No więc lecimy z tym otwierającym sezon i kończącym sezon, czyli Mystic Festival i Summer Dying Loud. To nie będzie relacja, a raczej nasze ogólne przemyślenia, które spisałem.
 
Czy mamy mocną scenę muzy ciężkiej? Zdecydowanie tak, widać to po jakości zespołów grających na gigach, w klubach przez cały rok - a widzimy tych gigów dużo. Czy to się przekłada na scenę, choćby, w Europie? Nie lub prawie nie. Nasze największe, najbardziej rozpoznawalne zespoły to już ekipy, którym raczej bliżej do końca kariery. Czy są jacyś potencjalni następcy? Są, ale nie widać ich. I tu właśnie wjeżdża porównanie tych dwóch festów pod tym kątem. Dwie sceny, które równie dobrze można traktować, jako witryny wystawowe polskiej muzy ciężkiej na Europę. Na jednej, rok w rok, minimum 1/3 polskiego składu i bardzo fajna promocja polskiej muzy, na drugiej, większej i bardziej rozpoznawalnej w Europie, prawie nic. No bo jak nazwać wynik MF 2025 z 7% – żenującym, czy już całkiem chujowym?
 
Szkoda, bardzo szkoda, bo widać, że lepiej ściągać zagraniczne, przebrzmiałe nazwy i dziadków grających prawie z butlami tlenowymi, niż bawić się w promocję nowego, krajowego. Nostalgia marketing to jednak potężne narzędzie, które przekłada się na pieniądz, co czuć na scenie nie tylko festiwalowej MF, ale też u opiniotwórczych blogerów czy portalach metalowych. Lepiej i bezpieczniej grzać te same kotlety po raz enty.
 
Uważamy, że naprawdę polskiej sceny nie ma się co wstydzić. Jasne, teraz bardzo niewiele jest polskich zespołów, które załapią się na główną scenę MF w prime time. Szkoda, że przed nim, MF nie znajduje miejsca, bo mógłbym wymienić przynajmniej kilkanaście takich zespołów z naszego podwórka, które by rozjebały system, a kto wie, czy za kilka lat nie mogłyby zagrać w prime time.

Powiązane wpisy


Słowo czarne na niedzielę

Coś nam rzuciło się w oczy ostatnio. W wielu Waszych komentarzach pod różnymi naszymi postami pojaw...

Don't let the underground die....

To miała być nasza dwuosobowa, metalowa, oczywiście odwrócona krucjata. Gdzieś tam, kiedyś, rzucone ...