loader
image

Pierwszy raz na Summer Dying Loud? Festiwalowe ABC

Czas na moje festiwalowe ABC. Dorzuciłem też kilka tipów, które mogą się przydać. Na SDL wybrałem się po raz pierwszy i jestem zachwycony. Summer Dying Loud to dla mnie wyjątkowy festiwal na mapie Polski – ma w sobie rozmach dużego wydarzenia, a jednocześnie atmosferę i bliskość spotkań znaną z lokalnych gigów. To naprawdę unikalna mieszanka. Do tego dużo polskich kapel, świetni headlinerzy, kompaktowy, dobrze zorganizowany i zabezpieczony teren – SDL zrobił na mnie ogromne wrażenie. Z czystym sumieniem mogę go polecić każdemu.

39%

Nie będę rozpisywał się o tym, które koncerty były lepsze, a które gorsze (tych było bardzo mało). Każdy ma swoje ulubione zespoły i własną muzyczną ścieżkę. Napiszę jednak o czymś, co naprawdę robi wrażenie: aż 39% składu stanowiły polskie zespoły. Trzydzieści dziewięć procent – szacunek, bo właśnie w ten sposób promujemy rodzimą scenę. Dla porównania inny rozpoznawalny festiwal w Polsce – MF2025 – miał zaledwie 7,5% polskich wykonawców. To wynik, który trudno nazwać inaczej niż żenującym. Dlatego, choć mam tam bardzo blisko, to tam nie bywam.

A – Aleksandrów Łódzki.

Na co dzień spokojne, niemal senne miasteczko, które na kilka dni staje się sercem metalowej Polski. W wolnych chwilach od koncertów warto zajrzeć do parku, zobaczyć ratusz czy skorzystać z lokalnej gastronomii. Spacer po mieście to naprawdę przyjemna odskocznia, a lody przy parku są warte spróbowania. Dodatkowo Aleksandrów leży niemal w geograficznym środku Polski – to bardzo ważne, bo czy jesteście ze Szczecina, czy Krosna macie taką samą odległość do pokonania.

Aleksandrów Łódzki

B – Big screen.

Na głównej scenie nie było telebimów, dzięki czemu ekran można było wykorzystać w pełni na wizualizacje. Proste, ale świetnie dobrane animacje dodawały koncertom charakteru i dla mnie były jednym z mocniejszych akcentów festiwalu. Bardzo dobrą robotę wykonali VJ-e!

C – Czy warto?

Zdecydowanie tak! Summer Dying Loud łączy atmosferę dużego festiwalu z kameralnością koncertu klubowego. Organizacja, muzyka, lineup, atmosfera oraz miejsce – doskonałe. Przyjedziesz raz, będziesz wracał.

Terrorizer Summer Dying Loud 25

D – Dojazd.

Oczywiście samochód jest najwygodniejszy, bo wylądujecie wprost pod bramą. TIP: polecam sprawdzać oficjalną grupę SDL, bo zawsze jest tam okazja, by kogoś zabrać lub by transport znaleźć. Bez samochodu też się da – i to bez problemu – bo są częste połączenia autobusowe ze Zgierzem i Łodzią. Poznałem osoby, które tak dotarły na fest i nie narzekały.

HellsHorde na Summer Dying Loud

G – Gastro.

Strefa gastronomiczna mieści się naprzeciwko sceny głównej. Ciszy tam nie ma, ale i hałas nie przeszkadza tak bardzo. Wybór był naprawdę szeroki (w nawiasach ceny): pizza (35–45 zł), podpłomyki (35–40 zł), obiady domowe – grochówka, fasolka (20–30 zł), burgery (35–50 zł), zapiekanki (30–35 zł), wrapy (30–35 zł), frytki (25 zł), churros (30–40 zł), kawa – podwójne espresso (12 zł) i ciasta (15 zł). Były też kromki ze smalcem – nie próbowałem, więc nie znam ceny. Opcje mięsne i wege – obecne.

I – In minus.

Kubki. Kubki festiwalowe powinny być dostępne od razu przy stoiskach z piwem, teraz trzeba było udać się na merch, bo tylko tam były do kupienia. Piwo lane tylko do swoich wielorazowych kubków, bez mycia, bez kombinacji. Przychodzisz ze swoim masz 1-2 zł taniej. Piwo. Niestety lane z Browaru Wąsosz okazało się kompletnym rozczarowaniem – bez gazu, kwaśnawe. Kupiłem raz i nie dokończyłem. Nawet koncernowe (tzw. stadionowe 3,5%) wypadłoby lepiej. Krypta. Druga scena ma swój unikalny klimat, ale bywała problematyczna – na dwa koncerty nie udało mi się wejść, a z jednego wyszedłem przez upał. Na tym minusy się kończą i umówmy się, to nie są jakieś wielkie minusy, no dobra, może poza piwem.

Jude - Krypta Summer Dying Loud 2025

K – Kibelki.

Tojtoje czyszczone codziennie rano – nawet wieczorami dało się z nich spokojnie korzystać. Dojście spod sceny głównej zajmuje 3–5 minut (na skróty przez pole namiotowe) albo około 7 minut drogą okrężną. Przy prysznicach były też toalety porcelanowe – czyste, choć tam zdarzały się kolejki. TIP: wybierając się w przyszłym roku, wrzućcie w plecak 2 rolki papieru toaletowego oraz chusteczki, nie będzie niespodzianek wieczorem, bo wieczorami słychać było dość często hasło: "Jest tam papier?"

SDL challenge

L – Lokalsi.

Z tego miejsca pozdrawiam Pana z Żabki na Pabianickiej, Panią ze sklepu HIT, trzy Panie „od trzech wolnych”, młodzież z Aleksandrowa, z którą rozmawiałem, Panów z ochrony, obsługę ze sklepu Witaj. Starałem się rozmawiać z wieloma osobami, by posłuchać, jak na taki fest w ich mieście się zapatrują. Najazd metaluchów na to spokojne miasteczko jest jednak spory, pojawiają się odwrócone krzyże, czarne ubrania. Z moich rozmów z mieszkańcami wynikało jedno: SDL – mimo dość radykalnej otoczki – w ich odczuciu jest festiwalem bardzo spokojnym. Bywały tu dużo bardziej uciążliwe imprezy, a metal czy disco polo – z daleka brzmią tak samo dudniąco. Jeśli chodzi o porządek na terenie poza festiwalem – było naprawdę czysto, jakieś pojedyńcze butelki, czy puszki i czasami przeładowane kosze, czyli nie wykraczającego poza normę. 

SDL2025

M – Merch.

Oficjalny merch w tym roku był obok sceny głównej. Na koszulki, bluzy i inne gadżety nie trzeba było polować – były dostępne cały czas. Merch zespołów – zależnie od przyjazdu – czasem od rana, czasem dopiero przed koncertem. Atutem było to, że spod sceny można było zobaczyć, co jest dostępne i czy asortyment się zmienił. Co do reszty merchu – ulokowany przed wejściem na scenę główną. Spory wybór i sporo sprzedających. Koledzy chwalili stoiska z płytami, bo wracali z pełnymi torbami.

N – Nagłośnienie.

Świetne! Głośno, ale czysto, bez przekraczania granicy bólu. Nie używałem stoperów i spokojnie wytrzymałem wszystkie koncerty. Czy to Krypta, czy duża scena, nagłośnienie to jeden z tych elementów, który "zrobił mi fest".

Orange Goblin Summer Dying Loud 2025

O – Opaski.

Wymiana biletów przebiegała sprawnie i bez kolejek przy wejściu głównym od ulicy Mickiewicza. TIP: nie warto kierować się do bocznej bramy – ta jest przeznaczona wyłącznie dla obsługi technicznej i mediów. Sporo osób tam podeszło i musiało zawrócić.

Akredytacja na SDL

P – Pole namiotowe.

Ulokowane między drzewami, na zalesionym terenie MOSiRu. Z pola namiotowego wszędzie jest blisko: do strefy gastro, scen, toalet, pryszniców i parkingów. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do pokonywania dziesiątek kilometrów na BA, WA czy MF, to ta kompaktowość Was zaskoczy na plus. Las daje dobrą osłonę od słońca i deszczu. TIP: rozbijając namiot, szukajcie miejsc położonych na podwyższeniach. W czasie burzy widziałem zalane namioty w zagłębieniach. Warto poszukać dobrego miejsca – a widziałem, że takie były prawie do końca festiwalu.

Pole namiotowe SDL

S – Samochód.

Parkingi festiwalowe (osobowe i kampery) są bardzo wygodne i bardzo dobrze oznakowane, mają wytyczone alejki i ukierunkowany ruch. Z parkingu na pole naiotowe nie jest daleko – to raptem 5–6 minut spokojnym marszem. Darmowy parking na zewnątrz, pod ogrodzeniem. Jest tu też dużo miejsca, więc jak nie macie biletu parkingowego, można tam zaparkować. TIP: kupujcie bilety parkingowe wcześniej, jeśli coś się wydarzy, możecie je odsprzedać na grupie festiwalowej bez żadnego problemu. Jeśli się nie uda, okoliczne ulice są bardzo szerokie, więc można parkować też na nich – ważne, by nie zastawiać bram wjazdowych i nie pakować się na trawniki, ale takich sytuacji nie widziałem.

Ś – Śniadanie.

Tu polecam wyprawę do miasta i lokalne sklepy, bo strefa gastro rusza razem z główną sceną (w nawiasie czas dojścia z pola namiotowego). Najbliżej jest HIT – lokalny sklep (10–12 min), mają wszystko, co potrzebne, ale trzeba być rano, później z towarem bywa różnie. W zasięgu spokojnego spaceru są dwie Żabki (12–15 min) oraz sklep Witaj (12–15 min). Jest też Lidl (20–25 min), Biedra (20–25 min), Polo (20 min), Netto (20 min). Nie trafiłem na żaden lokal ze śniadaniem, ale też niespecjalnie go szukałem. TIP:  pierwszego dnia lepiej zabrać śniadanie (przekąski) z domu, bo możecie nie mieć czasu na jedzenie. Ogarnięcie parkingu, wyszukanie miejsca i rozbicie namiotu zajmuje czas.

T – Teren festiwalu.

Wszystko na ternie macie w zasięgu 3–8 min spokojnego marszu. Poruszanie się po terenie jest bardzo proste, do tego czytelne mapy. TIP: zawsze na fest polecam kalosze. Po deszczu wszystkie ścieżki zmieniają się w offroady rozdeptane setkami par nóg.

Teren festiwalu SDL

U – Unikalność.

Kompaktowa wielkość festiwalu, niemal 40% udziału polskich kapel, dobrze dobrani headlinerzy oraz szukanie nieoczywistych zespołów i projektów, to mieszanka, która działa. Wszystkiego jest nie za dużo i nie za mało. Wszystko jest tu w sam raz i dobrze skrojone. Nie ma biegania, nie ma nabijania kilometrów. Na wszystko jest czas – jest czas na koncerty, piwo, rozmowy, jedzenie i wystawy. Doskonały balans pomiędzy klubowym koncertem, a dużym festiwalem, atmosfera jest naprawdę niesamowita.

Wystawa UV na Summer Dying Loud

W – Wystawy.

Przestrzeń festiwalu bardzo dobrze przygotowana pod tym względem. W namiotach można było oglądać i kupować prace m.in. Kamudy, Szpajdela, Zaskórskiego, Stawskiej, Mochnieja czy Afterlife Workshop Można porozmawiać, można pooglądać. Żal było wyjść z pustymi rękami. Kilka stref rozlokowanych w różnych miejscach – przy scenie głównej oraz przy Krypcie. Jest też wystawa plenerowa, ulokowana za Kryptą – koniecznie trzeba ją zobaczyć nocą.

Wystawy Summer Dying Loud

 

Powiązane wpisy


Black Waves Fest 10

To nie jest zwykła relacja z Black Waves Fest 2025. Według planów, ta 10 edycja miała być ostatnia. ...