Polskie zespoły metalowe na fe...
Dobra, jest już po sezonie festiwalowym, więc można go podsumować. Skupię się na dwóch naszych „eks...
To miała być nasza dwuosobowa, metalowa, oczywiście odwrócona krucjata. Gdzieś tam, kiedyś, rzucone luźno na BA, czy OE – „zróbmy sobie koszulki, które zmuszą ludzi do zastanowienia się, a jak nas zobaczą jeszcze raz, to będę pamiętać, że to my”. Pomysł poleżał w szufladzie, ale na następny fest zrobiliśmy czapeczki – jawnie antychrześcijańskie. Od tamtej pory byliśmy jeszcze na kilku dużych festach, jednak one coraz bardziej męczyły nas muzycznie – to trochę tak, jak wpaść w pętlę czasową - dzień świstaka – 2/3 lata i lineup wraca, jak bumerang, tyle, że w innej kolejności. Żeby było jasne, nie negujemy dużych festów (jak Liga Mistrzów, czasem pooglądamy – do czego nawiążemy później), ale po prostu się nimi najedliśmy.
Na gigi chodziliśmy zawsze, ale jednak przebijały się do nas tylko te „głośniejsze” – te, które „posmarowały” na reklamę, bo tak to teraz jest. No to co dalej robić? Dobra. Szukamy małych festów i gigów. Wybieramy pierwszy wygrzebany, gdzieś z czeluści. Klub choć jest w naszym mieście, widzimy go pierwszy raz. Wbijamy do klubu, a tu 20-40 osób. Odkryliśmy muzycznie underground na nowo, choć na nim się przecież wychowaliśmy. Odkryliśmy, że są ludzie (The Last Words of Death, Until Death Takes Us, Metalowa Inwazja i nie tylko!), którzy organizują to od lat, że są tu bardzo, naprawdę, bardzo dobre zespoły, o których nie słyszeliśmy wcześniej, że są miejsca, nawet u nas w mieście, gdzie nie byliśmy. Trochę wstyd. Ale co ciekawe, te zespoły, czy organizatorzy biorą za koncert po 30/40/50 srebrnych. No dobra czasem więcej, ale dalej jest to wciąż tyle, ile można wydać na dużym feście na piwo w pół godziny lub godzinę. Stosunek cena/jakość top, a ludzi trochę brak. Padł pomysł, nagrywajmy, róbmy foty, pokazujmy miejsca i informujmy, że takie gigi są, że tu jest ciekawie i co najważniejsze atrakcyjnie muzycznie.
No i stąd pomysł naszej odwróconej krucjaty. Koszulki sobie w końcu zrobimy. Te ekipy, które zapracowały na własną markę na dużych festach, nie biorą się z powietrza, one się wykuwały właśnie w takich małych klubikach. Jak tym ekipom nie damy szansy tu, to nigdzie nie zaistnieją. Skażemy ich na porażkę, zanim się jeszcze dobrze rozkręca. Tu wrócimy do tej piłkarskiej analogii. Z piłką, czy szerszej, sportem, jest bardzo podobnie. Pewnie Jedyny Znawca Muzyki, może coś o tym powiedzieć więcej. No kurwa, gdzieś ci teraz znani piłkarze zaczynali. Nie grali w Lidze Mistrzów od razu. I te zespoły, tak samo zasługują na wysłuchanie, na wsparcie i na czas by się rozwinąć. A czas kupujemy im merchem, czy biletem, ale nade wszystko publicznością. Ale nic za darmo. W zamian dostajemy to, co lubimy najbardziej – czystą, nieskalkulowaną wynikami finansowymi, batem wytwórni, radykalną muzykę.
I na koniec. Jak widzicie, taka kampania / odwrócona krucjata chodziła nam po głowach. W tych naszych piątkowych odezwach do obserwujących, staramy się właśnie takie treści przemycać. Dzięki dla wszystkich obserwujących, komentujących, udostępniających i docenienie naszej pracy. Tradycyjnie wzywamy: chodźcie na koncerty, wspierajcie zespoły, wspierajcie organizatorów, kluby, puby. Bez nich scena i taki młody bunt muzyczny padanie, a my zostaniemy skazani na 70-letnich dziadków pod tlenem, grających w tych samych line-upach.
Dobra, jest już po sezonie festiwalowym, więc można go podsumować. Skupię się na dwóch naszych „eks...
Coś nam rzuciło się w oczy ostatnio. W wielu Waszych komentarzach pod różnymi naszymi postami pojaw...